„Musimy sensownie deregulować i wspierać innowacje” - Nigel Farage przedstawia swoją wizję gospodarczą Wielkiej Brytanii
Informacje podstawowe
Data nagrania: 3 listopada 2025
Typ: Przemówienie
Mówca: Nigel Farage
Opis: Nigel Farage przemawia w Londynie, przedstawiając swoją wizję gospodarczą Wielkiej Brytanii. W wystąpieniu krytykuje obecną politykę fiskalną, zadłużenie publiczne oraz brak skutecznych działań na rzecz wzrostu gospodarczego i reindustrializacji kraju. Porusza kwestie energii, regulacji finansowych oraz polityki migracyjnej, podkreślając potrzebę reform i wsparcia dla małych przedsiębiorstw. Wskazuje na konieczność powrotu do bardziej konkurencyjnej i pro-rozwojowej strategii państwa.
Źródło: Obejrzyj oryginał
Treść przemówienia
Panie przewodniczący, dziękuję i dzień dobry wszystkim. Kolejny przygnębiający budżet wyłania się na horyzoncie, kolejny budżet podnoszący podatki, kolejny budżet, który nie ma odwagi, nie ma jaj, żeby ciąć wydatki publiczne, i myślę, że poziom pesymizmu wśród przedsiębiorców, wśród oszczędzających, wśród tych, którzy mają jakiekolwiek aktywa, nie był niższy w czasach współczesnych. Przez kilka lat żyliśmy wręcz w iluzji. Nie byliśmy gotowi zmierzyć się z tym, jak wielki bałagan gospodarczy mamy naprawdę, podczas gdy spadamy w światowych rankingach.
Oszukujemy samych siebie, mówiąc: no dobrze, mamy wzrost PKB, ale tego wzrostu nie byłoby w ostatnich latach, gdyby nie masowa migracja na skalę dotąd nawet nie rozważaną i oczywiście nadmierne zadłużanie się rządu. To jedyne, co utrzymało wskaźniki PKB na plusie, i sądzę wręcz, że możemy bardzo mocno argumentować, iż masowa migracja sprawiła, że przeciętny Brytyjczyk stał się biedniejszy. Weźmy rok 2024 – rekordowa liczba osób przybywających do kraju, a PKB na mieszkańca spada, i oczywiście problem z produktywnością – tu nic nowego. Od blisko 20 lat cierpimy na niską produktywność.
Wmawialiśmy sobie, że importując masy taniej, niewykwalifikowanej siły roboczej z zagranicy, jakoś to będzie dobre dla naszej gospodarki. To było dobre dla kosztów płacowych wielkich firm w krótkim okresie, ale katastrofalne, jeśli chodzi o szkolenia i edukację naszej własnej siły roboczej. A jeśli chodzi o sektor publiczny, który wciąż wydaje się być uzależniony od idei, że praca z domu jest dobra dla produktywności – widzimy katastrofalne skutki i to jest coś, nad czym Danny Kruger już zaczął pracować w naszym imieniu.
Ale jednym tematem, o którym naprawdę nie rozmawiamy – przynajmniej partie Konserwatywna i Pracy nie rozmawiają – jest poziom długu narodowego. W zeszłym tygodniu lider Partii Konserwatywnej mówił wręcz, że będąc u władzy, przez 14 lat obniżali deficyt. Tyle że obniżanie deficytu to zupełnie co innego niż obniżanie długu, kiedy wciąż się zadłużasz, i to na poziomie, jakiego nigdy wcześniej nie widziano w czasach pokoju. Mogą próbować umywać ręce i uciekać od tematu. Ale nasz dług narodowy wzrósł ponad dwa i pół raza w ciągu tych 14 lat. I teraz przyspiesza. Teraz przyspiesza w sposób wręcz niezwykły.
Prognozy OBR na rok tuż przed wyborami przewidywały, że pożyczymy 77 miliardów w tym roku. Teraz szacunek wynosi 130 miliardów i rośnie z każdym miesiącem. Nasz dług rósł szybciej niż w jakimkolwiek porównywalnym kraju Zachodu. W ciągu ostatnich 20 lat nasz wskaźnik długu do PKB wzrósł o prawie 60%. Radzimy sobie z długiem gorzej niż jakikolwiek z naszych konkurentów. I to dotyczy także krajów strefy euro, które same mają poważne, poważne problemy.
Nasze spłaty długu przekraczają 100 miliardów rocznie. To więcej niż nasz budżet obronny, a rynki – rynki zaczynają się denerwować. Widzieliśmy to po rentownościach obligacji 10- i 30-letnich. Moim zdaniem, za dwa budżety rynki faktycznie zmuszą Kanclerza do prawdziwego budżetu oszczędnościowego, którego lewica w Partii Pracy nie zaakceptuje, i dlatego wciąż podtrzymuję swoją prognozę, że dojdzie do wyborów powszechnych wywołanych załamaniem gospodarczym w 2027 roku.
I spójrzcie tylko na tempo, na szybkie tempo, w jakim dalej się deindustrializujemy. Wszystko znika. Chemia, rafinacja, cement, ciężka inżynieria, stal. Dosłownie wszystko tracimy. Samochody i Chiny – niemal w każdej branży to oni są beneficjentami. Dlaczego? Bo z powodów ideologicznych wybraliśmy najdroższe ceny energii przemysłowej na świecie.
Jeśli chodzi o świadczenia socjalne, rachunek w tym roku urósł do ponad 300 miliardów – to więcej niż koszt Narodowej Służby Zdrowia i obrony razem wziętych. Nic się nie dzieje, a praca nawet się nie opłaca. Nasz milion najniżej opłacanych pracowników byłby lepiej sytuowany, gdyby zgłosili łagodne stany lękowe. Taki mamy bałagan.
Jedną z moich największych frustracji jest to, że Brexit został zmarnowany. Szansa na rozsądną deregulację. Szansa na globalną konkurencyjność. To wszystko zostało zmarnowane. Najgorsze jest to, że regulacje i sposób, w jaki regulatorzy traktują brytyjski biznes, są teraz gorsze niż w czasie referendum brexitowego. Mówię to z wiedzą zarówno o sektorze usług finansowych, jak i rybołówstwie.
Wierzymy, że podstawowy problem stojący za tym wszystkim – i tak, oczywiście są trendy globalne, tak, to są czynniki – ale istnieje fundamentalny problem w samym sercu sposobu, w jaki to państwo jest zarządzane. To ludzie, którzy faktycznie to robią. Rządzi nami grupa prawników od praw człowieka, a nie przedsiębiorców. Praktycznie nikt na pierwszych ławach nigdy nie podjął ryzyka, nigdy nie zaciągnął kredytu, nigdy nie założył firmy, nigdy nie musiał wypłacać pensji co miesiąc lub co tydzień – w zależności od branży.
Nie ma żadnego zrozumienia – całkowity brak zrozumienia – przepaści między rozmowami w Westminsterze, a szczerze mówiąc także w dużej części mediów, a tym, co dzieje się w realnej gospodarce. Muszę wam powiedzieć, że jest jeszcze gorzej, gdy pomyślicie, kto kieruje resortami. O, wsadźmy ministra do kolei, niech nadzoruje HS2 [przyp.tłum.: projekt kolei dużych prędkości w Wielkiej Brytanii, który ma połączyć Londyn z miastami w północnej Anglii]. Nigdy nie pracował na kolei. Nie ma pojęcia o kolei. Nie ma zielonego pojęcia, co robi, a jednak udało się nam mieć 18 ministrów kolei w ciągu 14 lat – i to dotyczy resortu po resorcie. Ludzie, których jedyną kwalifikacją jest bycie posłem, jakby to wystarczało. Jakby to wystarczało, by przewodzić i wyznaczać kierunek we wszystkich sprawach, które naprawdę się liczą w naszym życiu.
Gdybyśmy mieli parlament złożony z bardziej doświadczonych ludzi z szerszego przekroju życia, może byłoby w porządku, ale obecna konwencja, której trzymają się obie partie, po prostu nie działa. Właściwie, szczerze mówiąc, jak się nad tym zastanowić, to naprawdę jest farsa, prawda? Dostajesz pod opiekę wielki resort, a po 14 miesiącach, kiedy ledwo zdążysz się wdrożyć, Keir Starmer albo ktoś inny decyduje o twojej zmianie.
Moja obietnica jest taka: Reform [przyp.tłum.: partia polityczna Nigela Farage] nie tylko będzie myśleć inaczej, ale będzie działać inaczej. Zamiatamy te przestarzałe konwencje. Staniemy się najbardziej pro-biznesowym, pro-przedsiębiorczym rządem, jaki widziano w tym kraju w czasach współczesnych. Wprowadzimy do rządu jako doradców lub ministrów ludzi z prawdziwą wiedzą biznesową w swojej branży i pokażemy, na czym nam zależy, w co wierzymy i co wiemy, że jest potrzebne – zmianę nastawienia w tym kraju. Zmianę nastawienia do ciężkiej pracy. Zmianę nastawienia do zarabiania pieniędzy. Zmianę nastawienia do sukcesu. Chciałbym, żeby zaczęło się to w naszych szkołach, żebyśmy mieli więcej narodowych mistrzów, żebyśmy brali ludzi, którzy wyszli z niczego i osiągnęli sukces, i robili z nich bohaterów, wzory do naśladowania dla młodych, bo wierzcie mi, to jest bardzo, bardzo potrzebne.
Może to odpowiednie, że to przemówienie wygłaszam w tej wspaniałej starej hali bankowej, tu w samym sercu City of London. To miejsce znam doskonale, spędziłem tu większość życia zawodowego, a pokolenia mojej rodziny pracowały tu przede mną. To bardzo wyjątkowe miejsce, bo symbolizuje to, co mimo wszystko wciąż jest największą brytyjską branżą. Nigdy o tym nie rozmawiamy. Parlament rzadko to debatuje. Usługi finansowe to największa branża Wielkiej Brytanii, ale w jakim smutnym upadku się obecnie znajdujemy.
Mamy unijny kodeks regulacyjny, który jest niemal w całości utrzymany i interpretowany przez nadmiernie gorliwą regulację. Koszty prowadzenia biznesu w Londynie, koszty działalności w naszej branży usług finansowych są teraz po prostu zbyt wysokie i tracimy biznes na rzecz miejsc na całym świecie. Nowy Jork, Daleki Wschód, gdziekolwiek spojrzeć.
Jest tu jednak jeden sektor, który kwitnie – to HR i compliance, i rozmawiałem o tym z Richardem Ticem wcześniej – FCA ma teraz, co niewiarygodne, 5 tysięcy pracowników. Gdy opuszczałem City ponad 20 lat temu, było ich 2 tysiące, a my wciąż trwamy przy przestarzałych praktykach. Wciąż mamy podatek od transakcji giełdowych i dziwimy się, że IPO i handel akcjami w Londynie są w tak poważnym stanie.
FCA teraz chętnie forsuje agendę różnorodności, jakby różnorodność w City była najważniejsza – kiedy tu pracowałem, nie miało znaczenia, jaką masz religię, skąd pochodzisz, z jakiej klasy jesteś, jaki masz kolor skóry. W City liczyło się tylko, czy jesteś wystarczająco dobry, liczyła się merytokracja, i to zbiegło się, moim zdaniem, z okresem największej dominacji Londynu w usługach finansowych w czasach współczesnych.
A potem mamy sektor bankowy – nie zawsze był moim ulubionym w ostatnich latach – ale oczywiście są zmuszeni wdrażać cztery główne unijne dyrektywy dotyczące prania pieniędzy, wszystkie oczywiście wprowadzone w najlepszych intencjach, ale doprowadziło to do debankingu setek tysięcy osób i dziesiątek tysięcy firm w całym kraju, bez ich winy, podczas gdy tureckie zakłady fryzjerskie i myjnie samochodowe na gotówkę mnożą się w całym kraju – nasi regulatorzy używają młota, by nie trafić w orzech, to po prostu nie działa, a banki nie mogą działać jak powinny, co doprowadziło do rozwoju rynku pożyczek wtórnych, który eksploduje i, jak przewiduję, bardzo, bardzo boleśnie się na nas zemści, jak to już bywało dekady temu.
Całkowicie zignorowaliśmy cały nowy świat tam na zewnątrz, ludzie, to się dzieje, zostajemy w tyle – na świecie trwa boom na handel aktywami cyfrowymi, na użycie stablecoinów, na inwestycje i wykorzystanie kryptowalut w różnych formach – dosłownie, dosłownie odwróciliśmy się od tego plecami, zarówno Bank Anglii, jak i FCA są temu winne. Powodem, dla którego City odnosiło sukcesy przez setki lat, była innowacyjność, podejmowanie ryzyka, przewidywanie kierunku rynków, popytu konsumenckiego i komercyjnego – a my nie zrobiliśmy absolutnie nic z tego. I szczerze uważam, że to katastrofa – powinniśmy być światowym liderem w tych biznesach XXI wieku.
Naszym celem byłoby rozsądne deregulowanie kodeksu napisanego dla Unii Europejskiej, a nie dla City of London, myślenie globalne i dużo bardziej otwarta debata z Bankiem Anglii. Wydaje się, że parlament myśli: o, Bank Anglii ma niezależność – mają niezależność w polityce pieniężnej, ale nie mają niezależności w polityce fiskalnej. To Richard Tice zwrócił uwagę 18 miesięcy temu na ogromne sumy niepotrzebnie płacone bankom w odsetkach, a teraz przeszliśmy do zacieśniania ilościowego – są na dobrej drodze do zaksięgowania strat na poziomie 150 miliardów funtów. To ma ogromny wpływ fiskalny na ten kraj. Nie słyszałem, żeby Rachel Reeves choć raz o tym wspomniała, a była przez 10 lat bardzo wysokim ekonomistą tam – muszę powiedzieć, że bardzo mnie to dziwi. I całkowite przemyślenie roli FCA – rynki potrzebują rozsądnej regulacji, której użytkownicy mogą ufać, i wiecie co? Nie potrzebują niczego więcej.
I nie zapominajcie – gdy mówię o City, nie mam na myśli tylko tego miejsca i Canary Wharf, nie mam na myśli tylko Mayfair, nie mam na myśli tylko kilku bardzo dobrze zarabiających – mówię o branży, która zatrudnia setki tysięcy ludzi w każdym większym mieście i miasteczku w tym kraju. To pokazuje, jak fundamentalnie ważna jest ta branża. Cała gospodarka musi wspierać innowacje, musimy wspierać ambicje i, tak, odważę się to powiedzieć – podejmowanie ryzyka. Wolny rynek działa, bo ludzie podejmują ryzyko. Jeśli coś pójdzie nie tak, to nie rząd powinien ich ratować – to akcjonariusze i obligatariusze powinni stracić cały swój wkład. Potrzebujemy znacznie więcej, ale żeby być taką gospodarką, musimy mieć odpowiednich ludzi w kraju – takich, którzy podejmą niesamowite ryzyko, którzy poświęcą życie, by zrealizować swój projekt. A liczby nie wyglądają dobrze – exodus jest realny: szacuje się, że w tym roku kraj opuści 16 500 bardzo bogatych osób, a łącznie ok. 80 000 osób wyjedzie w poszukiwaniu pracy, szans i możliwości na świecie. I tak, wielu naszych najzdolniejszych, najmłodszych, najbardziej ambitnych ludzi po prostu ma już dość. Przeżywamy odpływ majątku, ale też – jak w późnych latach 70. – odpływ mózgów. I zamierzamy to wszystko odwrócić.
Non-dom [przyp.tłum.: status podatkowy w Wielkiej Brytanii dotyczący osób, które mieszkają w UK, ale mają stałe miejsce zamieszkania w sensie prawnym w innym kraju. Oznacza to, że możesz mieszkać i pracować w UK, ale jeśli twoje "prawdziwe" stałe miejsce jest w innym kraju. Osoby non-dom płacą w UK podatek tylko od dochodów i zysków uzyskanych w UK, a dochody zagraniczne nie są opodatkowane, dopóki nie zostaną przelane do Wielkiej Brytanii] – to niepopularny temat, jak się o tym mówi, to zaraz: nie można mówić tylko o bogatych. Zaraz powiem, dlaczego musimy. Zmiany podatkowe dla non-domów, zapoczątkowane przez George'a Osborne'a, przyspieszone przez Jeremy'ego Hunta, a dopełnione przez Rachel Reeves, to samobójczy akt finansowej głupoty. Ci ludzie płacą podatki w Wielkiej Brytanii, zatrudniają wielu ludzi, inwestują w brytyjskie firmy i przemysł, są największymi wydającymi w kraju – ale odchodzą. Mediolan wita ich z otwartymi ramionami, podobnie jak Lizbona w ostatnich latach, teraz dołącza Ateny, Dubaj – ćwierć miliona Brytyjczyków mieszka już tylko w Dubaju. Dlatego wprowadziliśmy pomysł karty Britannia – jednorazowa opłata dla non-domów, by wrócili, osiedlili się tu i płacili wszystkie należne podatki od brytyjskich dochodów. To samo dotyczy bogatych z majątkiem – uciekają, boją się podatków majątkowych, ale jeszcze bardziej boją się zmian podatkowych z mocą wsteczną. To się działo przez całe lata 90. Nasza własna firma – odkładałem pieniądze co roku, nie zabierałem rodziny na Barbados, nie kupowałem samochodów, na które miałem ochotę, odkładałem na emeryturę, a jeśli mnie zabraknie – dla rodziny. Teraz to podlega podatkowi spadkowemu. Ludzie boją się podatków z mocą wsteczną, a nawet teraz boją się pomysłu podatku wyjazdowego. Ale może największą katastrofą są młodzi profesjonaliści, którzy wpadają w pułapkę podatkową 100 tysięcy funtów rocznie, i młodzi przedsiębiorcy, którzy chcą się rozwijać – oni wyjeżdżają, a my chcemy ich z powrotem. Ta skrajnie lewicowa socjalistyczna doktryna, że opłaca się opodatkować bogatych, że bogaci nie wyjadą, tylko zostaną i zapłacą więcej – niestety zaraziła niemal całą naszą klasę polityczną i to jest błędne.
Więc powiem jasno: chcę, żeby jak najwięcej dobrze zarabiających ludzi mieszkało w tym kraju i płaciło tyle podatków, ile musi zgodnie z prawem, bo jeśli bogaci wyjadą i nie będą płacić podatków, to biedniejsi w społeczeństwie będą musieli płacić więcej – to takie proste. To, co robimy, jest szaleństwem i potrzebujemy tych ludzi z powrotem, choć muszę przyznać, że powrót do Londynu będzie wymagał nie tylko rozsądnych stawek podatkowych, nie tylko rządu, którego się nie boją – trzeba będzie też uporządkować prawo i porządek na ulicach Londynu, czego burmistrz wydaje się nie dostrzegać, ale co jest teraz podawane jako kolejny powód wyjazdu z Londynu – stolicy Wielkiej Brytanii, w której boisz się nosić zegarek na ręku idąc ulicą.
W centrum naszych działań na rzecz reindustrializacji Wielkiej Brytanii – wykorzystując fakt, że mamy większą wiedzę i nie jesteśmy przywiązani do dogmatów jak inne partie – musi być rozwiązanie kwestii energetyki. To tak, jakby w czasach Blaira nowa religia ogarnęła Izbę Gmin, potem Call Me Dave – głosuj na niebieskich, bądź zielony, później Theresa May wprowadziła net zero do prawa bez głosowania na sali plenarnej, bo wszyscy się zgadzali. A teraz mamy Eda Milibanda, którego fanatyzm wyniósł to na nowy poziom – rywalizuje z Borisem, który chciał, byśmy byli Arabią Saudyjską wiatru. Wszyscy oni myślą, że ratują planetę, a prawda jest taka, że eksportują emisje CO2 do producentów w krajach o niższych standardach środowiskowych. I spójrzcie, co to zrobiło z cenami – usłyszycie uniki na temat rzeczywistych kosztów odnawialnych, przerywanych, zawodnych źródeł energii, ale nasze ceny prądu są cztery razy wyższe niż w USA, dwa razy wyższe niż u większości europejskich konkurentów – i zrobiliśmy to sobie sami. To jest kompletny i totalny obłęd.
Możecie mieć tyle słońca i wiatru, ile chcecie, ale szczerze – nasza sieć bez wydania dwóch–trzech bilionów funtów na modernizację nie jest w stanie sobie z tym poradzić, z tą przerywaną energią, dlatego teraz płacimy farmom wiatrowym za wyłączanie się, gdy jest za dużo wiatru. Szalony koszt net zero to dalsza deindustrializacja – jeszcze trzy, cztery lata tego i w Wielkiej Brytanii nie zostanie prawie żadna produkcja, wierzcie mi.
A jak się nad tym zastanowić, to naprawdę szaleństwo, bo nie tylko zamykamy rafinerie i inne firmy, gdzie energia stanowi 40% kosztów, ale sami się oszukujemy – premier mówi o AI, że będziemy centrum AI – o nie, nie będziemy, bo nowe branże, nowe technologie zużywają więcej energii niż stare ciężkie gałęzie przemysłu. Jeśli chcemy mieć centra danych, kryptowaluty – będziemy potrzebować więcej energii niż kiedykolwiek. A mimo ogromnych wydatków na dotacje i inne wsparcie dla wiatru, były dni w styczniu tego roku, gdy importowaliśmy 25% energii – z Norwegii przez Morze Północne, z Belgii, z Holandii. Na obecnym kursie energia nie tylko będzie droga, ale naprawdę zgaśnie światło.
Więc zlikwidujemy wszystkie dotacje do net zero, obniżymy koszty energii, zlikwidujemy szalone podatki na Morzu Północnym nałożone przez Jeremy'ego Hunta, a potem trochę dołożone przez Rachel Reeves. Uruchomimy Morze Północne, przyjrzymy się nowym lądowym złożom gazu znalezionym w kraju, które dadzą dziesiątki tysięcy dobrze płatnych miejsc pracy. Już daliśmy sygnał branży odnawialnej, że obecna szalona runda przetargów AR7 na wiatr, gdzie Ed Miliband chce zablokować ceny na 20 lat o 30, 40, może 50% wyższe niż już teraz wygórowane – daliśmy tym firmom znać, że jeśli będziemy rządzić, zerwiemy te kontrakty.
Długoterminowo wierzymy jako partia w energię jądrową, ale nie w taki sposób, jak obecni nie-biznesmeni i nie-bizneswomen w rządzie i administracji to robią. Spójrzcie na Sizewell, spójrzcie na Hinkley Point, spójrzcie na rosnące koszty, na opóźnienia. Spójrzcie na Koreę Południową – tam robią energię jądrową bez ustępstw w zakresie bezpieczeństwa za 25% kosztów brytyjskich. Tak, będą przeszkody z planowaniem i innymi sprawami, ale absolutnie musimy to zrobić dla naszej przyszłości.
Nasi obecni politycy nie są wystarczająco dobrzy, nie rozumieją biznesu, nie rozumieją pieniędzy – wystarczy spojrzeć na trwającą farsę z HS2, żeby zobaczyć, jak są nieudolni. Jeśli wygramy następne wybory, wprowadzimy do rządu doświadczonych profesjonalistów, dobrych nie tylko w zarządzaniu pieniędzmi, ale z wiedzą ekspercką w swojej branży. Wprowadzimy specjalistyczną wiedzę z sektora prywatnego, co do tego nie ma wątpliwości.
A ogólnie w biznesie – widziałem to w Brukseli, widzę to też w Westminsterze – rząd słucha tylko wielkiego biznesu, w większości przypadków słucha międzynarodowych korporacji, które wcale nie są brytyjskie. To one mają ucho rządu, to one dają bilety na Wimbledon, obiady i całą resztę. W tym kraju jest ogromny, ignorowany sektor – sektor, który jest prawdziwym silnikiem wzrostu brytyjskiej gospodarki, sektor, bez którego nie odwrócimy obecnego ponurego stanu gospodarki. Rzadko się o nim mówi, jest ignorowany, ale jest obciążany – pomyślcie o 30-procentowej podwyżce podatku CIT, którą wprowadził pan Hunt, dławiąc reinwestycje; pomyślcie o tym, że rząd wymaga teraz kwartalnych rozliczeń zamiast rocznych, co oznacza więcej biurokracji i kosztów. A zupełnie zapomnianą częścią brytyjskiej gospodarki jest 5,6 miliona ludzi prowadzących małe firmy, będących dyrektorami lub działających jako samozatrudnieni – czują się niechciani na każdym kroku, a są naprawdę ważni: 60% zatrudnienia w sektorze prywatnym zapewniają właśnie te 5,6 miliona małych firm.
Zostali dobici przez przepisy o ubezpieczeniach społecznych w ostatnim roku, zwłaszcza ci pracujący w gastronomii i podobnych branżach, i są osłabiani przez regulacje IR35 wymyślone przez skarb państwa i słabych konserwatywnych kanclerzy, którzy zakładają, że każdy, kto nie pracuje dla dużej firmy, to jakiś oszust. Przepraszam, ale przepisy IR35 są absurdalne, tłumią innowacje, sprawiają, że niektórzy po pięćdziesiątce po prostu poddają się i przechodzą na wcześniejszą emeryturę.
Bylibyśmy partią małego biznesu, partią ludzi podejmujących ryzyko. I tu jest zasadnicze, moim zdaniem, nieporozumienie na wielu poziomach, czym naprawdę jest biznes – jakby w polityce było tak, że albo jesteś za biznesem, albo za pracownikiem. To fundamentalne nieporozumienie, szczerze, na każdym szczeblu. Dobrze prosperujące firmy są dobre dla swoich pracowników, a coś, czego nikt z pierwszych ław nawet nie zrozumie, to że małe firmy bardzo często traktują swoich pracowników jak własną rodzinę. Sam miałem okresy, gdy musiałem wypłacać pensje, a pracownicy zarabiali więcej ode mnie, ale nie chciałbym się pozbyć żadnego z nich, tylko wytrzymać i czekać na lepsze czasy. My stoimy po stronie ludzi pracujących, jesteśmy partią budzika i chcemy, żeby ludziom naprawdę bardziej opłacało się pracować niż żyć z różnych świadczeń.
I to właśnie w kwestii świadczeń, jak w żadnej innej, zależało mi dziś na tym wystąpieniu. Wydaje się, że jest kilka nieporozumień co do stanowiska Reform w sprawie świadczeń, jakobyśmy byli partią, która będzie rozdawać pieniądze jak konfetti – chyba na podstawie moich wypowiedzi o limicie dwojga dzieci i jego zniesieniu. Nikt nie słuchał, co powiedziałem – wiem, że to się zdarza – ale powiedziałem, że powinniśmy znieść limit dwojga dzieci dla brytyjskich pracujących par, a miałem na myśli pary o niższych dochodach, gdzie oboje pracują. Koszt opieki nad dzieckiem jest ogromny, to zniechęca do posiadania większej liczby dzieci, zniechęca do pracy. Uważałem, że ulga podatkowa dla pary, gdzie oboje pracują, to bardzo, bardzo prorodzinna polityka pod każdym względem.
Już ogłosiliśmy cięcia w wydatkach na świadczenia, ale nikt tego nie zauważył, więc skorzystam z okazji, by powtórzyć nasze stanowisko. Mój kolega Lee Anderson i Zia Yusuf zrobili w tym tygodniu konferencję prasową dotyczącą konkretnie świadczeń PIP [przyp.tłum.: Personal Independence Payment - świadczenie wypłacane przez rząd osobom, które mają trudności w codziennym funkcjonowaniu z powodu długotrwałej choroby lub niepełnosprawności], mówiąc, że odebralibyśmy świadczenia osobom na PIP z powodu niepoważnych stanów lękowych. Sama ta polityka, biorąc pod uwagę dzienny, tygodniowy, miesięczny przyrost nowych wniosków, pozwoliłaby zaoszczędzić 9 miliardów rocznie do 2029 roku według obecnych prognoz. I w rzeczywistości wszystkie świadczenia z tytułu niepełnosprawności będą musiały być rozpatrywane osobiście, wszystkie będą musiały być ponownie ocenione – nie będzie już Zooma, pięciu czy dziesięciu minut na Zoomie i zwolnienia z powodu jakiejś dolegliwości, nie będzie już rodzinnego lekarza pod presją, by podpisywać zwolnienia – wszystko będzie oceniane przez niezależną stronę trzecią. Myślicie, że to nie ma znaczenia? W ciągu pięciu lat liczba świadczeń z tytułu niepełnosprawności wzrosła o 50%. Przediagnozowujemy wiele z tych przypadków i w ten sposób wrzucamy młodych Brytyjczyków na śmietnik oznaczony "ofiara" i zastępujemy to, co mogliby robić, tanią importowaną siłą roboczą. To szaleństwo.
Chciałbym też zwrócić uwagę na falę Borisa – bezterminowe prawo pobytu, które wkrótce zacznie obowiązywać dla miliona lub więcej osób w tym kraju, które będą mogły pobierać świadczenia przez całe życie i sprowadzać także osoby na utrzymaniu. Niektóre think tanki szacują, że ta grupa może kosztować nawet 200 miliardów funtów w ciągu swojego życia.
Jeśli chodzi o cięcia świadczeń, to chyba właśnie zaproponowaliśmy największe cięcia świadczeń, jakie kiedykolwiek ogłosił jakikolwiek rząd. I złożę absolutną obietnicę: znacząco obetniemy wydatki na świadczenia, zmniejszymy rozmiar sektora publicznego, przyjrzymy się – jak już zaczęliśmy – emeryturom w sektorze publicznym, które są ogromnym zobowiązaniem, a z wstępnych analiz Richarda wynika, że te fundusze płacą prowizje znacznie wyższe niż powinny i są fatalnie zarządzane.
A z wstępnych analiz Richarda wynika, że te fundusze płacą prowizje znacznie wyższe niż powinny i są fatalnie zarządzane. Jeśli chodzi o koszty życia, obniżymy rachunki za energię – Keir Starmer mówił, że obniży je o 300 funtów, a wzrosły o 285 funtów, a jeśli wejdzie plan wiatrowy pana Milibanda, to na dekady zablokujemy wyższe ceny energii. Uważamy, że rozsądnie można by obniżyć rachunek za prąd o 165 funtów rocznie dla każdego.
Ale to w obszarze eksplozji demograficznej, masowej migracji możemy pomóc najbardziej – przejście do zerowego wzrostu populacji przez migrację zmniejszyłoby presję na czynsze, na dostępność mieszkań, i zobowiązujemy się do największego programu budowy naprawdę przystępnych cenowo mieszkań w historii tego kraju. Nasza młodzież na to zasługuje.
Więc tak – będziemy ciąć wydatki, będziemy wspierać wzrost i przedsiębiorczość, oczywiście chcemy obniżać podatki, ale rozumiemy, że poważne cięcia podatkowe, biorąc pod uwagę fatalny stan zadłużenia i finansów, nie są obecnie realne. Są pewne stosunkowo skromne rzeczy, które byśmy zrobili – natychmiast znieślibyśmy podatek spadkowy od rodzinnych gospodarstw i firm rodzinnych, podnieślibyśmy progi podatkowe, od których zaczyna się płacić podatek, by zacząć wyciągać ludzi z pułapki zadłużenia przy pracy na 16 godzin tygodniowo, w której tkwi tak wielu.
Stan finansów, stan gospodarki jest znacznie, znacznie gorszy niż przed wyborami powszechnymi w 2024 roku, ale nie miejcie wątpliwości – jesteśmy za biznesem. Nie miejcie wątpliwości – chcemy, by praca się opłacała. Nie miejcie wątpliwości – zrobimy wszystko, by przywrócić zaufanie i zmienić kulturę wokół pracy, pieniędzy i sukcesu w tym kraju. I nie miejcie wątpliwości, że będziemy mieli ludzi z wiedzą, o wyższej jakości na stanowiskach, niż widzieliśmy w tym kraju od wielu, wielu dekad. Bardzo dziękuję.