Frispicz

„Chrześcijaństwo to credo Ameryki” - J.D. Vance na America Fest organizowanym przez Turning Point USA

Informacje podstawowe

Data nagrania: 21 grudnia 2025

Typ: Przemówienie

Mówca: J.D. Vance

Opis: W przemówieniu w Phoenix, Arizona, w ramach Turning Point USA’s America Fest 2025, wiceprezydent J.D. Vance porusza tematy związane z polityką wewnętrzną i zagraniczną Stanów Zjednoczonych, podkreślając znaczenie patriotyzmu, wartości chrześcijańskich oraz osiągnięć administracji Trumpa. Mówi o potrzebie ochrony granic, obronie wolności słowa oraz walce z lewicowymi grupami ekstremistycznymi. Wystąpienie ma miejsce w kontekście nadchodzących wyborów i rocznicy pierwszego roku rządów prezydenta Trumpa.

Źródło: Obejrzyj oryginał

Treść przemówienia

Wow, jak się macie, Phoenix? Tak dobrze być tu z wami w ten niesamowity dzień, by zakończyć w Ameryce niesamowity Amfest 2025. Jestem dumny z was wszystkich i muszę przyznać, że dziś rozwiązała się jedna z moich największych niepewności. Bo kiedy patrzyłem, jak Nicki Minaj wychodzi i deklaruje swoje poparcie dla prawdy, odwagi i mądrości, miałem z tyłu głowy taki mały głosik, który się zastanawiał, czy ona uważa, że wyglądam jak mem z J.D. Vance'em. Okazuje się, i potwierdzam to, gdy schodziła po schodach, Nicki Minaj naprawdę wie, jak wyglądam, i to jest najlepszy hołd, jaki mogłem sobie wyobrazić.
Muszę zacząć od słów wdzięczności, Erico, nie mogę ci wystarczająco podziękować za twoją siłę, wdzięk i życzliwe słowa wsparcia dla tej administracji i dla mnie osobiście. Prowadzisz niesamowity ruch w Turning Point i będę walczył u twojego boku, u boku prezydenta Trumpa i każdego patrioty na tej sali, by bronić kraju, który tak bardzo kochamy. I kiedy mówię, że będę walczył u waszego boku, mam na myśli was wszystkich, każdego z osobna.
Prezydent Trump nie zbudował największej koalicji w polityce, prowadząc swoich zwolenników przez niekończące się, samoniszczące testy czystości. On mówi "make America great again", bo każdy Amerykanin jest zaproszony. Nie obchodzi nas, czy jesteś biały czy czarny, bogaty czy biedny, młody czy stary, z prowincji czy z miasta, uniwersalny czy trochę nudny, czy gdzieś pomiędzy. Ludzie każdej wiary gromadzą się pod naszym sztandarem, bo wiedzą, że ruch America First poprawi ich życie, a także wiedzą, że Demokratom nie zależy na niczym innym, może poza zmianą płci ich dzieciom.
Więc jeśli kochasz Amerykę, jeśli chcesz, żebyśmy wszyscy byli bogatsi, silniejsi, bezpieczniejsi i bardziej dumni, masz miejsce w tej drużynie. Nie przyniosłem listy konserwatystów do potępienia czy wykluczenia i naprawdę nie obchodzi mnie, jeśli niektórzy ludzie tam na zewnątrz — jestem pewien, że media "fake news" potępią mnie po tym przemówieniu. Ale powiem tak: najlepszym sposobem, by uczcić Charliego, jest to, żeby nikt z nas tutaj nie robił po jego śmierci czegoś, czego on sam odmówił za życia. Charlie zaprosił nas tu wszystkich z jakiegoś powodu, bo wierzył, że każdy z nas, wszyscy, mamy coś wartego powiedzenia i ufał wam, że sami wyciągniecie wnioski, a my mamy o wiele ważniejszą robotę do zrobienia niż wzajemne wykluczanie się.
Musimy budować, a prezydent Donald Trump jest budowniczym. Budujemy teraz lepszy kraj i masz pełne prawo do udziału w sukcesie swojego narodu i sukcesie tego ruchu, a budujemy przez dodawanie, przez rozwój, a nie przez niszczenie. Charlie Kirk też był wielkim budowniczym. Rozumiał, że każda rodzina może mieć swoje nieporozumienia, trudne rozmowy, możemy się uczyć, poprawiać i lepiej traktować nawzajem, możemy się kochać mimo różnic. Ale zwycięstwo wymaga pracy zespołowej i jestem zaszczycony, że jestem w drużynie Turning Point, jestem zaszczycony, że jestem w waszej drużynie i tak już zostanie.
Przed nami jeszcze tyle ważnej pracy, moi przyjaciele, jesteśmy ledwie rok po rozpoczęciu tej administracji, nawet nie cały rok, ale jestem bardzo dumny z osiągnięć prezydenta i całej administracji. W ciągu zaledwie roku zakończyliśmy kryzys graniczny Joe Bidena i Kamali Harris, grudzień to już 7. miesiąc z rzędu bez żadnych nielegalnych przejść na południowej granicy. Ponad 2,5 miliona nielegalnych imigrantów opuściło Stany Zjednoczone — pierwszy raz od ponad 50 lat mamy ujemną migrację netto i to dopiero początek.
Kiedy przywracasz rozsądek na granicy, to widać wszędzie indziej. Ceny najmu spadają, już czwarty miesiąc z rzędu, a więcej rodowitych Amerykanów pracuje niż kiedykolwiek wcześniej. Kamala Harris otworzyła granicę i zniszczyła gospodarkę, administracja Trumpa dała wam ujemną migrację netto i znacznie więcej miejsc pracy. Realne płace wreszcie rosną, inflacja jest o połowę niższa niż za Demokratów. Ceny paliwa są najniższe od lat i wreszcie jasno pokazaliśmy, że w Stanach Zjednoczonych wierzymy w ciężką pracę i zasługi.
W przeciwieństwie do lewicy, sprzeciwiamy się traktowaniu kogokolwiek inaczej — i podoba mi się, co Nikki o tym powiedziała. Nie traktujemy nikogo inaczej ze względu na rasę czy płeć. Dlatego DEI trafiło na śmietnik historii, dokładnie tam, gdzie jego miejsce. W Stanach Zjednoczonych nie musisz już przepraszać za to, że jesteś biały. A jeśli jesteś Azjatą, nie musisz owijać w bawełnę swojego koloru skóry, gdy składasz podanie na studia, bo oceniamy ludzi po tym, kim są, a nie po etniczności czy rzeczach, na które nie mają wpływu. Nie prześladujemy cię za to, że jesteś mężczyzną, hetero, gejem, za cokolwiek. Jedyne, czego wymagamy, to żebyś był wielkim amerykańskim patriotą, a jeśli nim jesteś, to jesteś w naszej drużynie.
Wystarczy spojrzeć na kontrast — Kamala Harris użyła rządu, by cenzurować was. My w administracji Trumpa używamy rządu, by chronić waszą wolność słowa, czy to na kampusach uniwersyteckich, czy na cyfrowym rynku idei. Dziś nasza armia wita patriotów zamiast zwalniać ich za odmowę przyjęcia nielegalnego nakazu szczepień.
I żeby uczcić Charliego, ale też was wszystkich, pracujemy nad zakończeniem plagi lewicowej przemocy w Stanach Zjednoczonych, ścigamy skrajnie lewicowe sieci przestępcze, ale idziemy też po potwory, które je finansują. Nie chcemy tylko ścigać członka Antify, który rzucił cegłą w agenta ICE. Chcemy wiedzieć, kto kupił tę cegłę, i jego też postawimy przed sądem.
Sprawiamy, że Ameryka znów jest zdrowa, z naszym świetnym sekretarzem HHS Bobby'm Kennedym. Obniżamy ceny leków i oczyszczamy naszą żywność z trucizn, które nagromadziły się przez pokolenia. Ale moi przyjaciele, jest jeszcze tyle do zrobienia i ludzie mówiący, że trzeba robić więcej, szybciej — uwierzcie mi, słyszę was.
Wielkość czeka każdego z was w ruchu America First, który razem budujemy, ale potrzebujemy waszej pomocy, żeby tam dotrzeć. Chcecie więcej procesów? Świetnie, my też, Donald Trump i ja mamy listę lepszych sędziów i prokuratorów, żeby wymierzyć sprawiedliwość. Dołączcie do nas w walce przeciwko głupim zasadom Senatu, które stoją na przeszkodzie.
Chcecie szybszych deportacji? To wejdźcie na ice.gov/join, bo budujemy armię patriotów i potrzebujemy dobrych ludzi, którym zależy na kraju, żeby pomogli nam zabezpieczyć granicę i zrobić to jeszcze szybciej. Chcecie, żeby czynsze dalej spadały, a płace rosły, tak jak przez ostatnie miesiące? To mobilizujcie się z nami. Nie oddawajcie władzy tym, którzy rozwalili gospodarkę na początku. Dołączcie do ruchu America First i zawsze będziecie mieć miejsce w naszej wielkiej drużynie.
W przyszłym miesiącu oficjalnie minie rok od początku administracji Trumpa i jestem cholernie dumny z naszego dotychczasowego dorobku. Teraz Demokraci już mówią o 2028 roku i wygląda na to, że nominują kalifornijskiego liberała, za którego rządów miały miejsce rotacyjne przerwy w dostawie prądu, otwarte granice i niekontrolowane brutalne gangi. Próbują tylko ustalić, czy będzie to Gavin Newsom czy Kamala Harris.
A tymczasem, co Demokraci wam oferują? Muszę powiedzieć, panie i panowie, nie wysyłają swoich najlepszych. Omar Fateh był kandydatem Ilhan Omar na burmistrza Mogadiszu. Co? To znaczy Minneapolis. To nie był freudowski lapsus. Kandydat Demokratów do Senatu w Maine nazywa mnie nazistą, co jest zabawne, bo to facet, który dosłownie ma tatuaż z nazistowskim symbolem na klatce piersiowej. A Jasmine Crockett, o Jasmine Crockett, jej dorobek mówi sam za siebie. Ale on chce być senatorem, choć jej wizerunek dziewczyny z ulicy jest tak prawdziwy jak jej paznokcie.
Ale zapytajcie siebie, co łączy tych wszystkich ludzi i niestety odpowiedź brzmi: są marionetkami. Oni się nie liczą. Są trybikami w maszynie, która chce was zubożyć, odebrać wam siłę i bezpieczeństwo w kraju, który zbudowali wasi przodkowie. I podczas gdy prezydent Trump i ja robimy wszystko, by tę maszynę rozbić, lewica wciąż tam jest, moi przyjaciele, i wciąż jest bardzo potężna. Nie łudźcie się.
To grupy aktywistów chcą truć wasze dzieci terapią hormonalną i toksynami w wodzie. To zarządy korporacji forsujące parytety różnorodności, a jednocześnie narzekające, że Donald Trump nie pozwala im już wysyłać amerykańskich miejsc pracy za granicę — i niech sobie płaczą. To zbuntowani sędziowie okręgowi, którzy wydają ogólnokrajowe zakazy za każdym razem, gdy prezydent kiwnie palcem. To prokuratorzy Sorosa, którzy kibicowali, gdy ich miasta płonęły.
Co ich łączy? Wygrywają, gdy nasz kraj przegrywa. Bogacą się, gdy wy biedniejcie. Zatrudniają nielegalnych, których sami sprowadzają, żeby zabrać wam pracę. Piją drogie wino w krajach, do których wywożą wasze miejsca pracy. Cenzurują was, bo wolą zniszczyć Konstytucję niż zaryzykować przegraną w dyskusji. Sprowadzają miliony wyborców, bo wiedzą, że nie wygrają debaty z ludźmi, którzy już tu są. I wiecie, co jeszcze ich łączy? Skopiemy im tyłki w listopadzie i w każdym kolejnym roku.
Częścią amerykańskiego snu jest myśl, że wszyscy, każdy z nas, jesteśmy w tej samej drużynie, wszyscy jesteśmy częścią tej samej amerykańskiej rodziny. Jeśli chcesz to zniszczyć, rób to, co Demokraci robili nie tylko przez ostatnie pięć lat, ale przez ostatnie 30 czy 40 — zrób z jednej rasy wroga drugiej, z jednej płci wroga drugiej, spraw, by Amerykanie podejrzewali i nienawidzili się nawzajem zamiast kochać wspólny kraj.
Kiedy myślę o najbardziej zażartych debatach w naszym kraju, o naturze obywatelstwa, o tym, co znaczy być Amerykaninem, wszystko to sprowadza się do oczywistej prawdy. Amerykanie są głodni tożsamości, głodni przynależności, głodni poczucia swojego miejsca na świecie — i nic dziwnego. Przez wiele lat nasi rodacy zmagali się z zglobalizowaną gospodarką, która ujednoliciła kultury i wydrążyła nasze miasta, z akademikami i aktywistami wciskającymi politykę rasową i płciową wszystkim przez całą dobę. Technologiczni władcy używający swoich platform internetowych do cenzurowania historii, które podważają dominującą skrajnie lewicową narrację w naszym kraju. Bardziej niż kiedykolwiek ludzie rozmawiają o amerykańskiej tożsamości i próbują zrozumieć, co nas łączy.
Ale chcę tu powiedzieć jedno: jedyną rzeczą, która naprawdę była kotwicą Stanów Zjednoczonych, jest to, że byliśmy — i z łaski Bożej zawsze będziemy — narodem chrześcijańskim. Chcę być tu jasny, bo oczywiście media "fake news" przekręcą każde moje słowo — nie mówię, że musicie czuć do nich to samo co ja. Nie mówię, że trzeba być chrześcijaninem, żeby być Amerykaninem, mówię coś prostszego i prawdziwszego: chrześcijaństwo to amerykańskie credo. Wspólny język moralny od rewolucji, przez wojnę secesyjną i dalej. Przez całą tę historię, najważniejsze debaty naszego kraju zawsze krążyły wokół tego, jak jako naród najlepiej zadowolić Boga. To credo.
Pomyślcie o tym. To credo motywowało nasze rozumienie prawa naturalnego i praw człowieka, poczucie obowiązku wobec bliźniego, przekonanie, że silni muszą chronić słabych i wiarę w indywidualne sumienie. Nawet nasze słynne amerykańskie pojęcie wolności religijnej to chrześcijańska koncepcja, bo wszyscy jesteśmy stworzeniami Boga, musimy szanować indywidualną drogę każdego do Boga.
Ale przez ostatnie 50 lat był jeden cel, wojna prowadzona przeciwko chrześcijanom i chrześcijaństwu w Stanach Zjednoczonych. I powiem wam, ze wszystkich wojen, które zakończył Donald Trump, z tej jesteśmy najbardziej dumni. Przez dekady lewica pracowała nad tym, by wyrzucić chrześcijaństwo z życia narodowego. Wyrzucili je ze szkół, z miejsc pracy, z podstawowych części przestrzeni publicznej, wolność religii zamienili na wolność od religii, a na placu publicznym pozbawionym Boga powstała pustka.
A idee, które wypełniły tę pustkę, żerowały na najgorszych cechach ludzkiej natury zamiast ją wznieść. Mówili nam nie, że jesteśmy dziećmi Boga, ale dziećmi tej czy innej grupy tożsamościowej. Zastąpili Boży piękny plan dla rodziny, gdzie mężczyzna i kobieta mogą na siebie liczyć i zwracać się do siebie, ideą, że mężczyzna może stać się kobietą, jeśli tylko kupi odpowiednią garść pigułek od Big Pharmy. Mieli cały religijny zapał neofity, ale bez łaski i przebaczenia prawdziwego chrześcijanina.
Pismo mówi: "Po owocach ich poznacie". I możemy zapytać: "Jakie są owoce tych ludzi i ich zasad?" Odpowiedzią jest człowiek o imieniu Tyler Robinson, który zabił mojego przyjaciela. Pomyślcie o tym. On jest wszystkim, czego skrajna lewica chce od naszych młodych mężczyzn. Odrzucił konserwatyzm i duchowość, wartości małomiasteczkowej rodziny. Przeniósł się do małego mieszkania. Uzależnił się od porno. Uzależnił się od nienawiści. I skończył sypiając z kimś, kto nie wie, czy jest mężczyzną, czy kobietą.
To jest scenariusz koszmaru, ale to jest dokładnie ten scenariusz, który lewica aktywnie reklamuje dla amerykańskich rodzin. I szczególnie dla młodych mężczyzn na tej sali. Właśnie dlatego musimy z nimi walczyć, bo owoce prawdziwego chrześcijaństwa to ludzie tacy jak Charlie Kirk. Owoce prawdziwego chrześcijaństwa to dobrzy mężowie, cierpliwi ojcowie, budowniczowie wielkich rzeczy i pogromcy smoków. I tak, mężczyźni gotowi umrzeć za zasadę, jeśli Bóg tego od nich zażąda. Bo tak wielu z nas rozumie, że lepiej umrzeć jako patriota niż żyć jako tchórz.
Powiem wam coś, o czym nie mówiłem publicznie wcześniej, ale w dniach po śmierci Charliego bardzo się zmagałem. Jestem pewien, że wielu z was też. Pamiętam, jak oglądałem każde nagranie z zamachu, szukając wskazówek, próbując zrozumieć, co się stało. Próbowałem ukryć mojego przyjaciela i tę straszną kulę, która go trafiła, ale próbowałem patrzeć wokół. Przez wiele nocy z rzędu nie spałem, badałem każdą teorię spiskową, schodziłem w każdą króliczą norę. Kiedy moja kochana żona Usia mówiła mi, żebym poszedł spać, odpowiadałem, że jestem to winien Charliemu, by przewrócić każdy kamień — i tak właśnie robiłem.
Pamiętam, że pochłaniał mnie strach, że śmierć Charliego nie tylko pozbawi rodzinę męża czy dobrego ojca, ale że odbierze naszemu ruchowi wielkiego jednoczyciela ludzi i wielkiego człowieka czynu. To jedyny raz, kiedy pamiętam, żeby moja żona powiedziała mi, że naprawdę się o mnie martwi. Powtarzała mi to wiele razy, ale to, co mnie uratowało, to nie okłamywanie samego siebie, tylko zaakceptowanie rzeczywistości walki, w której jesteśmy.
Śmierć Charliego była ogromną, niezastąpioną stratą. Dostało nam się, moi przyjaciele, i nie ma co tego pudrować ani udawać, że nic się nie stało. Musimy to zaakceptować. To, co mnie uratowało, to uświadomienie sobie, że historia wiary chrześcijańskiej, tak jak historia tych Stanów Zjednoczonych, to opowieść o ogromnej stracie, po której następuje jeszcze większe zwycięstwo. To opowieść o bardzo ciemnych nocach, po których przychodzą bardzo jasne poranki. To, co mnie uratowało, to pamięć o wrodzonej dobroci Boga i o tym, że Jego łaska przelewa się wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy.
Niedawno spędziłem czas w chrześcijańskiej wspólnocie dla mężczyzn, dosłownie kilka tygodni temu, i oto, co tam robią. Biorą mężczyzn zmagających się z uzależnieniem lub bezdomnością i pomagają im stanąć na nogi. Karmią ich. Ubierają ich. Dają im schronienie i porady finansowe. Realizują w praktyce najlepszą część misji Chrystusa.
Potem jadłem obiad z czterema z tych mężczyzn. Było tam dwóch białych, Latynos i czarnoskóry. Wszyscy zmagali się na swój sposób. Niektórzy stracili kontakt z rodziną, niektórzy na bardzo długo. Inni desperacko chcieli odbudować relacje z dziećmi, żeby móc zobaczyć je na święta. Ale wszyscy stanęli na nogi, a co ich uratowało? Nie wspólnota rasowa czy żal. Nie filozoficzny żargon. Nie kurs DEI ani zasiłek. Uratował ich fakt, że dwa tysiące lat temu cieśla umarł i zmienił świat.
Jeśli pójdziesz do niemal każdej jadłodajni dla ubogich w tym kraju, znajdziesz tam chrześcijan karmiących biednych. Jeśli pójdziesz do uzależnionych, których rodziny już nawet z nimi nie rozmawiają, jak moja mama w pewnym momencie swojego życia, to często chrześcijańskie wspólnoty zostają z nimi w najgorszych chwilach. Znajdziesz chrześcijan cierpliwie siedzących przy łóżkach hospicyjnych i w salach odwykowych, we wszystkich miejscach świata, gdzie ludzie już dawno przestali wierzyć w innych ludzi. I to jest moralna prawda, którą staramy się stawiać w centrum naszej pracy, w administracji Trumpa i w tym wielkim ruchu.
Prawdziwa chrześcijańska polityka nie może się sprowadzać tylko do ochrony nienarodzonych czy promowania rodziny, choć te rzeczy są absolutnie ważne. Musi być sercem naszego pełnego rozumienia rządu. Dlaczego karzemy korporacje, które wysyłają amerykańskie miejsca pracy za granicę? Bo wierzymy w przyrodzoną godność ludzkiej pracy i każdego, kto uczciwie pracuje w tym kraju. Dlaczego? Dlaczego bez pomocy Kongresu ograniczyliśmy na przykład wizy H1B? Bo wierzymy, że to złe, gdy firmy omijają amerykańskich pracowników tylko po to, by wybrać tańszych w Trzecim Świecie.
Pomagamy starszym Amerykanom na emeryturze, m.in. znosząc podatki od Social Security, bo wierzymy w szacunek dla ojca i matki, a nie w wysyłanie wszystkich ich pieniędzy na Ukrainę. Wierzymy w troskę o biednych, dlatego mamy Medicaid, żeby najubożsi mogli kupić leki lub zabrać dzieci do lekarza. I dlatego jesteśmy oburzeni niesprawiedliwością, gdy Tim Walz pozwala somalijskim imigrantom wyłudzać miliardy dolarów z tego programu, który jest przeznaczony dla Amerykanów.
Chcę już kończyć, moi przyjaciele, ale wiem. Słyszałem was. Wiem, że niektórzy z was są niecierpliwi tempem postępu i moja odpowiedź na to jest taka: dobrze. Bądźcie niecierpliwi. Wykorzystajcie tę chęć sprawiedliwości dla swojego kraju jako paliwo, by zaangażować się w ten ruch jeszcze mocniej, lepiej i z większą siłą.
Wiem, że niektórzy z was są zniechęceni kłótniami o różne sprawy. Nie zniechęcajcie się. Czy nie wolelibyście prowadzić ruchu wolnych myślicieli, którzy czasem się nie zgadzają, niż bandy dronów, które biorą rozkazy od George'a Sorosa?
I wiem, że wielu z was tęskni za naszym drogim przyjacielem Charliem Kirkiem. Ja też. Tęsknię za jego optymizmem. Tęsknię za jego energią. Tęsknię za telefonami, podczas których planowaliśmy, jak zmusić tego czy innego kongresmena GOP, żeby wreszcie ruszył tyłek i coś zrobił. Ale najbardziej tęsknię za mądrością Charliego. Za jego przypomnieniem, że polityka to nie próba generalna ani gra — podejmujemy decyzje, które uratują nasz kraj i dadzą Amerykanom szansę na ich marzenia.
Jeśli tęsknisz za Charliem Kirkiem, czy obiecujesz walczyć o to, za co zginął? Czy obiecujesz odebrać kraj tym, którzy odebrali mu życie? Czy obiecujesz pomóc pokonać radykałów, którzy cieszyli się z jego śmierci? Czy obiecujesz uczcić jego pamięć, mając wiarę w Boga, którego kochał? Moi przyjaciele, zobowiążcie się do tych rzeczy, a ja obiecuję wam zwycięstwo. Obiecuję wam zamknięte granice i bezpieczne społeczności. Obiecuję wam dobre miejsca pracy i godne życie. Mój Bóg może wam obiecać zbawienie i niebo, ale razem możemy spełnić obietnicę największego narodu w historii świata. Wesołych Świąt, moi przyjaciele, walczmy dalej.